
‘W drogę !’(Sobota)
17 lutego, po godzinie 22, wszyscy byliśmy już na peronie. Szczęśliwi ,że możemy spotkać się ze starymi przyjaciółmi, oraz ,że nadarza się kolejna okazja do poznania nowych. Jeszcze dobrze nie zdążyliśmy się przywitać, a już trzeba było żegnać się z rodzicami i wskakiwać do pociągu ;). Podróż była jednym z najprzyjemniejszych części obozu. Mhn... Może poza momentem, w którym mieliśmy iść nareszcie...(ok. 3 w nocy xD) spać.
Dzień I. (Niedziela) ’Przyjazd’
Godzina... hmm.. może 10, jesteśmy w Jeleniej Górze. Przydałoby więc się ruszyć i wysiąść oraz udać się w stronę autokaru. Gdy dojechaliśmy do słynnego już wśród niektórych ośrodka ‘Reda’ każdy był tak zmęczony, że nie miał siły choćby na króciutki trening. Zanim jednak rozpakowaliśmy się, czekało Nas jeszcze zwiedzanie okolicznych sklepów w Karpaczu. Wyprawa na miasto, nie obyła by się oczywiście bez wizyty na kubek kakao, oraz czyjejś gafy. Po południu wróciliśmy na Nasz pierwszy posiłek w ośrodku.
Po obiedzie zapewne, każdy spodziewał się ‘ciekawej’ ciszy poobiedniej, podczas której nie dzieje się nic szczególnego a tu psikus. Okazało się, że Nasi wychowawcy, zainspirowani sagą o Harrym Potterze, zmienili taktykę karania Nas. No i nagradzania.^^ Stworzyli cztery domy, składające się z dwóch pokoi, które miały rywalizować ze sobą, pod względem dodatnich punktów. Tak więc już od pierwszego dnia per Czerwoni (Tam byłam ja) Zieloni, Niebiescy i Żółci, starali się jak mogli, aby wygrać Puchar Domów. No a okazję do pozytywnych punktów mieliśmy już tego wieczoru. Miał bowiem odbyć się konkurs karaoke. Każdy dom, i każda osoba musiała wziąć w nim udział, wybierając i śpiewając, samemu bądź z innymi, jedną z ok. 700 piosenek. Tak więc po kolacji, zebraliśmy się w sali rekreacyjnej, aby pokazać co wymyśliliśmy. Podczas konkursu, najwięcej punktów zdobył Nasz klan – Czerwonych.
Dzień II. (Poniedziałek) ‘Grunt co cyrk’
Pogoda znów nie dopisywała. I nic nie wskazywało na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Ale opiekunowie, stanęli na wysokości zadania, organizując Nam czas. Po obiedzie, nie świadomi co Nas czeka, wsiedliśmy do autokaru i gdzieś pojechaliśmy. Okazało się, że zabrano Nas do ‘Cyrklandu’ gdzie mieliśmy okazję obejrzeć pokazy żonglerki i gimnastyki oraz zjeść robioną na miejscu pizzę. xD Każdemu bardzo podobało się to co dla Nas zorganizowano. Gdy się ściemniło, obejrzeliśmy pokaz żonglerki ogniem, który odbył się na świeżym powietrzu. Do ośrodka wróciliśmy późno, ale nie na tyle, aby nie odbyły się ‘kalambury’. Każdy dom miał przygotować co najmniej jedną prezentację scenki, osoby, wydarzenia bądź przysłowia, a reszta klanów zgadywała o co chodzi. Nasz dom (Czerwoni) przygotował : ptaszka ze Shreka, Papa Mobile , Egipskie ciemności oraz filiżankę z herbatą na sznurku. ^^I kolejny raz, najwięcej punktów dostał Nasz dom. No ale znów, każdy był zmęczony, a wyspać trzeba się było, bo następnego dnia czekała na Nas kolejna niespodzianka, o której wiedzieli nieliczni.
Dzień III.(Wtorek) ‘Praga – miasto całorocznej wiosny’
Wstaliśmy rano. Wielce ‘rozczarowani’, że ominie Nas rozruch poranny! :] Ruszyliśmy do Pragi, w której jak się okazało zawitała... wiosna. Wysiedliśmy, spodziewając się choć odrobiny śniegu a tu co? Słońce, słońce i jeszcze raz słońce.! W Pradze oglądaliśmy zmianę warty przy pałacu prezydenckim, przeszliśmy przez most Karola oraz udaliśmy się na to, co kochają wszyscy, czyli zakupy do centrum handlowego CCM. Wróciliśmy. Zjedliśmy kolację i poszliśmy do pokoi. Skończył się kolejny długi i wspaniały dzień.
Dzień IV. (Środa) ‘Dzień zgrozy i zagrożenia’
Powracający do rutyny dzień. Wstać. Iść na rozruch. Ogarnąć się. Zjeść. Posprzątać. Karate...? O nie.! Nie tym razem. : ) Zamiast kolejnego treningu, udaliśmy się do Sztolni w Kowarach. Była to stara kopalnia radu i nikt nie wiedział czy z niej wyjdziemy. Z sercami pełnymi nadziei na wyjście cało, weszliśmy w hełmach do Kopalni.^^ Dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek o kamieniach i minerałach. Wiele osób, otrzymało od przewodnika nagrody, w postaci małych kamyczków. Nadarzyła się także okazja spotkania pierwszego stopnia z meteorytem. Miał on spełnić Nasze najgłębsze życzenia. Wycieczka po wnętrzu kopalni trwała ok. godziny, może troszkę więcej. Po tym, jak doczłapaliśmy się z powrotem do autokaru i wróciliśmy do ‘Redy’ czekał na Nas obiad. No a potem coś, co pozornie miało być ciekawe. I fajne. A mianowicie starsza grupa, czyli cały klan Czerwonych wybrał się wraz z niektórymi opiekunami na Śnieżkę. Droga na Śnieżkę byłą wyśmienita. Idąc w blasku zimowego słońca śmialiśmy się, rozmawialiśmy, przewracaliśmy się i myśleliśmy, jakie szczęście, że jednak się wybraliśmy na tę wyprawę. Gdy dotarliśmy wreszcie do celu Naszej podróży, pierwsze, co każdy zrobił to wyjął aparat bądź telefon i robił zdjęcia. Widok z samej góry był niesamowity :]. Gdy już skończyliśmy robić fotki, weszliśmy do schroniska na szczycie, aby się ogrzać i zregenerować siły. Po jakiejś godzince, może troszkę krótszym czasie, zaczęliśmy schodzić ze szczytu. I tu zaczęła się mroczna część, pozornie przyjemnej wyprawy. Było zimno, wiał wiatr, drzewa szeleściły a z góry spadały lodowe odłamki. Całe szczęście, że były z Nami osoby, które nie raz, nie dwa chodziły zimą po górach. Dzięki temu ja oraz inni mogliśmy się czuć bezpiecznie ześlizgując się z lodowego, stromego wzgórza. No może aż tak bezpiecznie nie było, po perspektywę upadku z wzgórza nie możemy chyba nazwać bezpieczną. Na szczęście, gdy zeszliśmy na szlak było już lepiej. Chociaż nogi czasem odmawiały mi posłuszeństwa. Gdy wróciliśmy ze Śnieżki, zmęczeni i szczęśliwi, naprawdę cieszyliśmy się, że oprócz zmarzniętych dłoni i kilku siniaków nic Nam nie jest. Zmęczeni, poszliśmy do pokoi wyspać się :).
Dzień V. (Czwartek) ‘Do trzech razy sztuka...Tylko do trzech?’
Rano wstaliśmy, poćwiczyliśmy, zjedliśmy, posprzątaliśmy i poszliśmy na trening. Potem chwila wolnego czasu przed obiadem. No a po obiedzie planowanie. Czego.? Chrztu oczywiście. Ci, którzy na obozie zimowym MICHI nie byli pierwszy raz zabrali się do planowani wymyślnych tortur.... znaczy zadań. xD Potem zajęcia w grupach... Nie wiem czy czasem wtedy nie graliśmy w sławną mafię. Pff.. jak zwykle byłam mieszkańcem. ^^Po kolacji, chwila czasu na dopracowanie występów na ‘Pokaz talentów’ mający odbyć się wieczorem. W programie Naszego domu był: układ ‘taneczny’ xD w wykonaniu moim, Kamili, Kamili i Jagody do piosenki ‘ A gdy jest już ciemno’, układ taneczny Jagody i Kamili, piosenka w wykonaniu Tomasza, kawały w wykonaniu Oskara. Myślę, że to ostatnie spotkało się z dużym poparciem publiczności. ^^ W każdym razie znowu nasz dom otrzymał najwięcej punktów, choć konkurencja była duża. Szczęśliwi z wygranej, a nie z kolejnych przysłowiowych, tak typowych dla Naszego klanu ‘minus tysiąc pięćset’, wróciliśmy do pokoi, ze świadomością, że jutro czeka Nas pakowanie i no.. coraz oto zbliżający się wyjazd.
Dzień VI. (Piątek) ’To co dzieci lubią najbardziej... !’
Kolejny zwykły, nie zwykły dzień. Tego dnia czekało Nas wiele rzeczy. Od pakowania do zabawy. Do robienia mikstury na chrzest zabraliśmy się z wielką chęcią. W końcu nie Nam przyszło to pić. ^^ Choć kiedyś musieliśmy. Zajęcia odbywały się normalnie ale wszyscy nowi obozowicze wiedzieli co ich czeka za kilka godzin. No może nie dokładnie wiedzieli, ale mieli świadomość, że taka mieszanka ludzi robiąca chrzest nie przyniesie niczego łagodnego. xD Chrzest odbył się po obiedzie. Wszyscy w napięciu czekali na tę chwilę. No może nie wszyscy czekali ale napięcie było na pewno. xP Większość dzielnie znosiła zadania chcąc jak najszybciej wrócić do ośrodka na kolację... Ale nie ma tak łatwo. Pozostała na koniec Nasza ‘pyszna’ mikstura, no i oczywiście nadawanie imion, takich jak ‘mosiężna łódka’ , ‘zgnieciona butelka’ czy ‘suszarka chaosu’. Po tym wszystkim, co wydawałoby się już końcem, czekały jeszcze mini kalambury. Nasi chrzczeni obozowicze, musieli pokazać znaczenie swoich imion. A gdy to zrobili mogli się uważać za oficjalnych obozowiczów MICHI. ;] Po kolacji mieliśmy sporo wolnego czasu. Każdy robił coś innego. Jedni prowadzili poważne rozmowy, drudzy siedzieli w pokojach, inni ganiali się na schodach a jeszcze inni latali do pokoi obok w nie wiadomym celu. ^^ W końcu, gdy opiekunowie doliczyli się punktów każdego z domów. Spektakularnie wygrał Nasz dom. Klan Czerwonych znany w oryginale jako Gryffyndor. ‘Pierwsze miejsce Czerwoni’. Kolejny raz użyto sagi Pottera, a dokładnie pierwszej części. W każdym bądź razie ostatnie miejsce zajął Klan Żółtych, 3 miejsce Grupa Zielonych, 2 miejsce Pokoje spod koloru Niebieskiego a 1 miejsce Dom Czerwonych. Nagrody, które otrzymaliśmy za poszczególne miejsca przydały się podczas podróży. Nie trzeba było lecieć do sklepu. ^^ Dzień zakończył się świadomością, że rano trzeba tylko wstać, zjeść i .. jechać.
‘Pożegnania czas!’ (Sobota)
Wyjechaliśmy. Wszyscy cieszyli się z powrotu do domów. Do rodziny i przyjaciół. Nasz wagon wypełniała optymistyczna atmosfera. Każdy śmiał się i korzystał z ostatnich chwil na tym obozie.
Ale po powrocie do domu zawsze pozostaje pustka. Trzeba czekać kolejne pół roku na dłuższe spotkanie z osobami, z którymi spędzaliśmy 24 h na dobę! No ale nic nie trwa wiecznie. Nic. Nawet coś tak wyjątkowego jak obozy MICHI muszą się kiedyś skończyć. Muszą. Po to, aby mógł odbyć się kolejny. :]
Aleksandra Skorek
Copyright by Stowarzyszenie Edukacyjne MICHI.